91,4 FM :: Pelplin
94,2 FM :: Szymbark
97,1 FM :: Chojnice

Kalendarz

Dzisiaj: Czwartek, 19.09.2019 r.
Imieniny: Konstancja, January

„Aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka”

 
Chrystus wstępuje do nieba, po 40 dniach od swojego zmartwychwstania, wstępuje do Ojca, do swojej prawdziwej „ojczyzny”, do ziemi obiecanej każdego człowieka. Wszystko jest perfekcyjnie zaplanowane, z precyzją szwajcarskiego zegarka spełniają się kolejne obietnice i zapowiedzi Starego Testamentu. Pan Bóg ani przez chwilę nie traci kontroli! Naprawdę!

Pan Bóg nie traci kontroli! Weźmy choćby pod refleksję liczbę dni – czterdzieści. Izraelici po 40 latach od swojej Paschy, wyjścia w pamiętną noc z niewoli egipskiej, dotarli w końcu do ziemi obiecanej. Tak samo Chrystus, po 40 dniach od nocy paschalnej, wyjścia z niewoli śmierci, wstępuje do swojej niebieskiej ojczyzny. Tutaj nie ma przypadku – jest realizacja odwiecznie zarysowanego planu Bożej mądrości i Bożej miłości.

Chrystus wstępuje do Nieba, a zatem kończy się definitywnie Jego „ziemska misja”, która jednak znajduje przedłużenie w „świadkach”, „uzbrojonych z wysoka” mocą Ducha Świętego. Jak to mówiła oniegdaj młodzież: nie mają się „lampić” w Niebo, ale zostać „lampami Bożego światła”. Niemniej moment startu jest przesunięty aż do chwili, gdy „zostaną uzbrojeni mocą z wysoka”, aż do Pięćdziesiątnicy. Rozpoczyna się zatem czas 10 dni odliczania – starter powiedział „Na miejsca... do startu... gotowi...”, ale na słowo „start” trzeba jeszcze poczekać...

Dlaczego? Może dlatego, że kto w gorącej wodzie kąpany, nic trwałego, pod wpływem impulsu, nie jest w stanie skonstruować. Potrzebny jest ŻAR, OGIEŃ, ale też ŚWIATŁO Ducha Świętego. Apostołowie mają 10 dni na zrobienie rekolekcji, na przemyślenie swojej misji, na poukładanie sobie wszystkiego w głowie, na przygotowanie się i uzbrojenie, nim wyruszą w świat. Nie mogą tego zepsuć, także przez swego rodzaju naiwną „gorączkowość”. To wszystko, co się wydarzyło w ich życiu, wraz z przyjściem Jezusa, to było mocne doświadczenie, głowa ma prawo się zagrzać, zatem potrzeba trochę lodu na te rozgrzane głowy. Myślę, że to także dotyka naszego życia. Dajemy się ponieść emocjom, wypowiadamy nieprzemyślane słowa, obietnice bez pokrycia, grzejemy się i nierzadko kończy się to krachem. Tak nie mógł skończyć się perfekcyjnie zaplanowany plan Boga wobec świata, zatem jego wykonawcy w imię Jezusa, muszę poczekać „aż będą uzbrojeni mocą z wysoka”.

Ks. Marek Szynkowski